Menu / szukaj

By się więcej nie powtórzyło

Przed 35 laty rząd Litwy bezprawnie rozwiązał samorządy w rejonach wileńskim, solecznickim i mieście Śnieczkus (dzisiaj Wisaginia), rażąco łamiąc ustawodawstwo oraz wszelkie normy prawne. W okrągłą rocznicę tych wydarzeń przedrukowujemy w całości artykuł pióra Wincentego Kowalskiego z września 2001 r.:

Wiec w obronie polskich samorządów w Niemenczynie, wrzesień 1991 r.

W ostatnich dniach sierpnia na Litwie dużo mówiono o dwóch rocznicach: o 62. rocznicy paktu Ribbentrop-Mołotow oraz o 10. rocznicy zamachu stanu w ZSRR. W centrum uwagi, oczywiście, był wpływ tych wydarzeń na dalsze losy Państwa Litewskiego. W tym kontekście nie wolno ominąć jeszcze jednej rocznicy, co prawda, nieco „skromniejszej”, na szczeblu lokalnym.

10 lat temu, 4 września, rozwiązane zostały Rady rejonów wileńskiego i solecznickiego oraz osiedla Snečkus. Przy okazji warto zaznaczyć, ze właściwym kryterium oceny decyzji politycznych są ich skutki, a nie tylko dobre intencje. Więc warto zwrócić do niedalekiej przeszłości w imię tego, by się to więcej nie powtórzyło.

22 sierpnia 1991 roku, po załamaniu się puczu w Moskwie, Rada Najwyższa Republiki Litewskiej biorąc pod uwagę przedstawione przez Prokuratora Generalnego A. Paulauskasa materiały przyjęła uchwałę „O antykonstytucyjnej działalności prezydium solecznickiej Rady rejonowej i prezydium Rady osiedla Snečkus w rejonie ignalińskim”. W uchwale stwierdza się, że prezydia obu Rad „przedsiębrały czynne działania na poparcie antykonstytucyjnego ugrupowania, które dążyło do dokonania zamachu stanu w ZSRR, RFSRR, jak też w Republice Litewskiej”

28 sierpnia Prezydium Rady Najwyższej RL powołuje „komisję badania antykonstytucyjnej działalności solecznickiej Rady rejonowej i Rady osiedla Snečkus w rejonie ignalińskim, ich organów i funkcjonariuszy” pod przewodnictwem deputowanego E. Petrovasa. Komisje nie zdążyły przystąpić do działania, gdy w tym samym dniu w prasie ogłoszono oświadczenie Rządu i Prokuratury Generalnej podpisane przez premiera G. Vagnoriusa i Prokuratora Generalnego A. Paulauskasa, w którym kategorycznie, bez żadnego śledztwa, oświadcza się, że „samorządy rejonu solecznickiego i osiedla Snečkus jawnie poparły nielegalny państwowy komitet stanu wyjątkowego ZSRR, oświadczyły, iż podporządkowują się jego poleceniom”. O rejonie wileńskim ani słowa.

Tymczasem 4 września 1991 r. na nadzwyczajnej sesji Rada Najwyższa RL przyjęła uchwałę „O rozwiązaniu Rad rejonu solecznickiego, rejonu wileńskiego i osiedla Snečkus w rejonie ignalińskim” oraz zwolniła z pełnienia obowiązków przewodniczących i zastępców przewodniczących tych rad.

Nie do wiary, że o motywacji rozwiązania, o przyczynach zwolnienia w uchwale ani słowa. Tym bardziej nie wiadomo, skąd się zjawił w uchwale rejon wileński, skoro powołana do zbadania zarzutów wysuwanych przeciwko Radzie solecznickiej komisja Petrovasa w momencie głosowania sprawy jeszcze nie rozpatrzyła i swoich wniosków nie przedłożyła. Jeśli chodzi o rejon wileński, to w ogóle komisja taka nawet nie istniała. Sprawa Rad omawiana była na sesji bez zaproszenia i udziału kierownictwa Rad bądź ich przedstawicieli. W ten sposób przy rozstrzyganiu sprawy „oskarżeń” pozbawieni oni byli prawa złożyć zeznania i być wysłuchanymi.

Prawnik wysokiej klasy, deputowany K. Lapinskas (w przyszłości sędzia Sądu Konstytucyjnego) przekonywał swych kolegów, że rozwiązanie Rad będzie czynem sprzecznym z prawem: „Dzisiaj podjąć decyzji o rozwiązaniu Rad nie możemy, ponieważ to będzie czynem sprzecznym z Ustawą o podstawach samorządów. Ustawa przewiduje, iż decyzję o rozwiązaniu Rady samorządowej Rada Najwyższa może podjąć na wniosek specjalnie powołanej komisji deputowanych do Rady Najwyższej. Taką komisję powołaliśmy, ale ta swoich wniosków nie przedłożyła. Więc podjąć tak kardynalnych decyzji dzisiaj nie możemy, ponieważ kolidują one z art. 28 Ustawy RL o podstawach samorządu”.

Mimo to zręcznie doprowadzono do przegłosowania uchwały o rozwiązaniu Rad samorządowych. Po opuszczeniu obrad przez deputowanych polskiej frakcji nikt z deputowanych Rady Najwyższej nie głosował przeciw rozwiązaniu. Ten fakt dobitnie świadczy o atmosferze, jaka panowała w ówczesnej Radzie Najwyższej RL i wśród litewskich elit politycznych.

Bezprawna decyzja Rady Najwyższej pociągnęła za sobą kolejne bezprawne decyzje. Przecież po rozwiązaniu Rad Rada Najwyższa powinna była postanowić: czy w tych rejonach rozpisać nowe wybory, czy wprowadzić bezpośrednie zarządzanie. Nie zwracając uwagi na taką „drobnostkę”, 9 września wicepremier V. Pakalniškis, przekraczając kompetencje, swoim rozporządzeniem (uchwały rządu nie było) rozwiązał zarządy tych rejonów, zwolnił z obowiązków ich kierowników i członków. Do pełnienia funkcji zarządzania na terytorium tych samorządów mianował pełnomocników, zwanych przez mieszkańców „gubernatorami”, ludzi znanych z niechętnego stosunku do Polaków, którzy „normalizację” spraw zaczęli od zwalniania urzędników-Polaków.

Natomiast uchwała Rady Najwyższej o bezpośrednim zarządzaniu w rozwiązanych samorządach została przyjęta dopiero 12 września. W tym dniu na sesji Rady Najwyższej zgłoszone zostały nareszcie wnioski komisji E. Petrovasa.

Komisja ustaliła, że wileńska i solecznicka Rady rejonowe oraz Rada osiedla Snečkus w rejonie ignalińskim systematycznie łamały tymczasową Ustawę Zasadniczą RL, inne ustawy RL oraz akty poustawowe, że „wspomniane Rady ogłosiły utworzenie w składzie Litwy Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego”.

Komisja zaleca Radzie Najwyższej rozwiązać wileńską i solecznicką Rady rejonowe oraz Radę osiedla Snečkus w rejonie ignalińskim. Warto przypomnieć, że Rada Najwyższa bez żadnych wniosków uczyniła to już 4 września. Ponieważ uchwała Rady Najwyższej o rozwiązaniu samorządów była przyjęta w bardzo dużym pośpiechu, bez oficjalnej motywacji, przedstawiciele władz litewskich coraz to inaczej uzasadniali swoje działania. Na przykład, jeden z przywódców Sajudisu, najbliższy współpracownik V. Landsbergisa, przewodniczący Partii Niepodległości V. Čepaitis (okazał się agentem KGB) z trybuny parlamentarnej głosił: „tylko teraz, po rozwiązaniu bolszewickich samorządów, Polacy Litwy uzyskali możliwość decydowania o własnym losie”.

Tymczasem sprawą antykonstytucyjnej działalności Rad zajęła się Prokuratura Generalna. 9 lipca 1992 r. na sesji Rady Najwyższej ogłosiła komunikat, w którym donosiła, że w Departamencie Badania Przestępstw prowadzi się dochodzenie, dokonuje się analizy działania organów samorządu i deputowanych w rejonach wileńskim i solecznickim.

Rzeczywiście, w sposób masowy do Prokuratury Generalnej wzywano i przesłuchiwano rzekomych „podejrzanych” o antykonstytucyjną działalność. W czasie dochodzenia dokonywano rewizji w domach, w pomieszczeniach służbowych niektórych deputowanych i kierownictwa samorządów.

Minęło wiele lat. To, co było do przewidzenia, nastąpiło. Po cichu sprawę karną umorzono. W czasie śledztwa nie zebrano dowodów poparcia przez Rady puczu. Nie udało się przedstawić poważnych dowodów antykonstytucyjnej działalności. Z wyjątkiem kilku osób z rejonu solecznickiego nikt do odpowiedzialności karnej pociągnięty nie został. O kuriozalnym procesie sądowym w Solecznikach pisano i mówiono wiele. Natomiast żaden deputowany wileńskiej Rady rejonowej, żaden z członków prezydium i jej kierownictwa nie został postawiony w stan oskarżenia i nie wszczęto postępowania karnego. Nie ma wątpliwości, że ówczesnym władzom Republiki Litewskiej chodziło przede wszystkim o strategicznie bardzo ważny rejon. Stołeczny rejon wileński stał się głównym celem tej rozprawy. Późniejsze działania władz dobitnie to potwierdzają.

Warto na koniec odnotować, że wybory do Rad odbyły się dopiero po upływie 1,5 roku, co oznacza, że w ciągu dłuższego czasu ludzie pozbawieni byli prawa wybierać albo bezpośrednio być wybranymi do organów władzy samorządowej. Zabranianie, jak również nierozpisywanie wyborów są brutalnym naruszeniem konstytucyjnych praw obywateli, przeczą wielu artykułom Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Rozwiązanie Rad i zwłoka z wyborami było aktem zastosowania zbiorowej odpowiedzialności i pozbawienia mieszkańców regionu jakiejkolwiek reprezentacji na szczeblu samorządowym.

Postępowanie władz Litwy w trakcie minionych od tego aktu lat dowodzi, że nie był to nieprzemyślany incydent bez większego znaczenia, lecz zamierzone działanie o wyraźnym celu politycznym. Sędzia śledczy Prokuratury Generalnej K. Milkeraitis pytany o konkretne efekty śledztwa w sprawie antykonstytucyjnej działalności Rad przyznał, że rozwiązanie polskich Rad samorządowych było decyzją raczej polityczną niż prawną. Niestety, niektóre aktualne kwestie mniejszości polskiej na Litwie również w dobie obecnej traktowane są nadal jako sprawy polityczne, a nie prawne. Na przykład, dyrektor Departamentu Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa R. Motuzas twierdzi, że pisownia polskich nazwisk po polsku jest sprawą polityczną i wymaga takiego też rozwiązania. Zastępca naczelnika okręgu wileńskiego A. Klimkevičius przyznaje, że kwestia zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie również jest sprawą polityczną.

Mimo wszystko zarysowuje się tendencja pozytywnych zmian w stosunkach do społeczności polskiej na Litwie, widoczna jest polityczna wola i chęć szukania bardziej efektywnych dróg rozwiązania istniejących problemów. Następuje zmiana w świadomości historycznej i odbudowa wzajemnego zaufania. Napawa optymizmem nowoczesny i pozytywny pogląd na kwestie ludności polskiej prezydenta V. Adamkusa, który potrafi wznieść się ponad uprzedzenia i stereotypy, umie dostrzec cały kontekst problemu i myśli bardziej przyszłościowo.

Również Polacy na Litwie aktywniej włączają się w życie polityczne kraju. Przedstawiciele Akcji Wyborczej Polaków na Litwie stanowią zdecydowaną większość w Radach rejonów wileńskiego i solecznickiego i kierują tymi rejonami. W koalicji z innymi partiami współrządzą w samorządzie Wilna oraz biorą czynny udział w innych organach władzy państwowej. Aktywne i konstruktywne uczestnictwo Polaków na Litwie w życiu politycznym i społecznym kraju ma duże znaczenie dla całego środowiska polskiego, pozwala odzyskać poczucie własnej wartości, utwierdzić się w przekonaniu, że Polacy mogą być partnerami w budowie przyszłości Litwy.

Wincenty Kowalski
(„Przyjaźń” / „Tygodnik Wileńszczyzny” Nr 36 (374) 6-12 września 2001 r.)

Od redakcji:
Autor artykułu precyzyjnie przedstawia łamanie prawa przez ówczesne władze Litwy. W końcu artykułu autor optymistycznie dostrzega „pozytywny pogląd na kwestie ludności polskiej prezydenta V. Adamkusa”. Rzeczywiście przed naszym wejściem do Unii Europejskiej w 2004 r. deklarowana była wola władz w rozwiązaniu istniejących problemów Polaków na Litwie. Jednak po objęciu stanowiska prezydenta w 2009 r. przez Dalię Grybauskaitė anulowano Ustawę o mniejszościach narodowych, nakładano horrendalne kary za polskie nadpisy, czyniono próby likwidacji większości polskich szkół średnich. Dzięki wielkiej determinacji Polaków i ich organizacji udało się uzyskać 35 gimnazjów zamiast proponowanych 13, udało się też sprostać nagonce i zastraszaniu karami pieniężnymi. Jednak ostatnio, szczególnie po zmanipulowanych wyborach w rejonie wileńskim w 2023 r., znów wzmógł się atak na polskość.

Są czynione próby i działania zmierzające do zamknięcia polskich szkół w Duksztach, Miednikach, Jęczmieniszkach; bezprawnie zwalnia się dyrektorów szkół rejonu wileńskiego. Tandem kierowniczych urzędników socjaldemokratów Duchnevič–Vansavičius w dodatku wprowadził w rejonie atmosferę nękania i zastraszania Polaków. Ostatnio po sześciu miesiącach nagonki została bezprawnie zwolniona starosta gminy podbrzeskiej. Niektórzy polscy urzędnicy, nie wytrzymując ciągłego mobbingowania i poniżania, sami odchodzą z pracy. Prześladowani są nawet ludzie kultury, którzy pracując z zespołami i koncertując dla mieszkańców rejonu, są zmuszeni do brania (sic!) urlopów na czas koncertu, który jest podstawową częścią ich pracy. Podobnych przykładów czepiania się i mobbingu jest, niestety, o wiele więcej.

Autor przed 25 laty wyraził nadzieję, że bezprawie nigdy się nie powtórzy. Niestety, dzisiaj jest bardzo wiele podobieństw do bezprawia rządów gubernatora Artūrasa Merkysa w latach 1991-1993.

Mimo wszystko swój komentarz redakcyjny zakończymy optymistycznie. Jesteśmy przekonani, że osoby odpowiedzialne za zastraszanie i prześladowanie ludzi będą ukarane, a po nich pozostanie jedynie wstręt i niechlubna pamięć – jak po antypolskich gubernatorach z początku lat 90.

Tygodnik Wileńszczyzny