Linki
Polecamy
| Absurdalne oświadczenie Głównej Komisji Etyki Służbowej |
|
Nieudana próba nacisku Po dwóch miesiącach „dochodzenia“ Główna Komisja Etyki Służbowej w ubiegły piątek wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że zachowanie europosła Waldemara Tomaszewskiego, przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie „nie przynosi honoru człowiekowi i państwu“. Zdaniem eurodeputowanego, GKES nie miała prawa wydawać w ogóle żadnego oświadczenia jak też żądać złożenia wyjaśnień w sprawie publicznych wystąpień europosła, gdyż jak niejednokrotnie było podkreślane, przekracza to ramy jej kompetencji. – Przez dwa miesiące ludzie byli wprowadzani w błąd, gdyż żadnego dochodzenia członkowie GKES nie mieli prawa wszczynać. Nie mieli też prawa wydawać oświadczenia z oceną działalności europosła – skomentował Waldemar Tomaszewski. Jego zdaniem, była to niczym niezawoalowana próba nacisku i wywarcia presji na europosła. Dodał, że była to też próba zastraszenia społeczności polskiej, która twardo i stanowczo domaga się prawnego zagwarantowania należnych jej praw. Tomaszewski stwierdził również, że od samego początku był przekonany, że to czystej wody prowokacja, której się poddał i która się nie powiodła. GKES zaś, jako instytucja państwowa, skompromitowała się nie tylko w oczach społeczeństwa kraju, ale też całej demokratycznej Europy. "Zgodnie z prawem, GKES musiała przyjąć decyzję, czy kodeks etyki został naruszony, czy też nie. Dochodzenie komisji wobec mnie było od samego początku bezprawne, niczym nieuzasadnione i niekompetentne, dlatego chcąc wyjść z twarzą z zaistniałej sytuacji komisja przyjęła jakąś pośrednią formę - oświadczenie. Komisja nie jest od wydawania oświadczeń" – zaznaczył Tomaszewski. Po wydaniu sławetnego oświadczenia, członkowie GKES odmówili wszelkich komentarzy na jego temat, bo widocznie zrozumieli, że ich burzliwa działalność zakończyła się całkowitą kompromitacją i dyskredytacją instytucji państwowej, którą wypadło im reprezentować. Tomaszewski zaś, który od samego początku odmówił współpracy z tą instytucją i nie dał się wciągnąć do jej brudnej gry, wyszedł z tego z honorem, niezachwianym poczuciem słuszności swego postępowania i zapowiedział, że będzie nadal bronił praw swych wyborców zarówno na Litwie, jak i na forum międzynarodowym. "Nie zastraszono Polaków w czasach radzieckich i teraz też nie uda się nas zastraszyć" - powiedział Tomaszewski. Jak już informował „Tygodnik“, próby wywierania nacisku na Tomaszewskiego wywołały falę oburzenia w Polsce, Parlamencie Europejskim, jak też na Litwie. W grudniu ubiegłego roku 9 europosłów z dwóch frakcji skierowała na ręce przewodniczącego PE Jerzego Buzka list, w którym zwrócili oni uwagę na bezprecedensową próbę wywierania nacisków na europosła. W ubiegłym tygodniu 15 litewskich posłów z sześciu parlamentarnych frakcji na czele z liderem opozycji Valentinasem Mazuronisem zwróciło się z podobnym listem do Marszałka Sejmu RL Ireny Degutiene z żądaniem zaprzestania bezprawnych działań ze strony członków GKES, którzy, jak zanaczono w liście, „nie znają prawa litewskiego i europejskiego“. Naszym czytelnikom przypominamy, że Tomaszewskiego, jako eurodeputowanego, chroni immunitet zarówno na Litwie, jak i w pozostałych państwach Unii Europejskiej. Może być on uchylony jedynie przez Parlament Europejski. Regulamin PE mówi też, że za wystąpienia na forum europarlamentu deputowany nie może być w żaden sposób pociągnięty do odpowiedzialności. Zygmunt Żdanowicz |







