Na mocy zarządzenia nr 955-1/24 mera Wilna V. Benkunskasa z dnia 2 stycznia 2024 r. „W sprawie zakończenia procesu projektowania działek przeznaczonych do przywrócenia praw własności w Samorządzie m. Wilna” przyjęto de facto deklarację polityczną, w której stwierdzono, że w Wilnie rzekomo nie ma już wolnych gruntów państwowych nadających się do projektowania działek przeznaczonych do przywrócenia praw własności. W zarządzeniu ogłoszono również, że proces projektowania działek w Wilnie, w tym na terenie Grzegorzewa i dawnych wsi sznurowych, został ostatecznie zakończony. W zarządzeniu tym ograniczono się do abstrakcyjnych stwierdzeń, nie przedstawiając ani faktycznych danych, ani analizy terytorialnej, ani zindywidualizowanej oceny prawnej. W zasadzie wyraża się w nim wolę polityczną zakończenia procesu restytucji, a nie rozstrzygania konkretnych stosunków prawnych na drodze administracyjnej. Dlatego taki akt nie może być uznany za legalną podstawę do ograniczenia prawa osób do wyboru i realizacji przewidzianych w ustawie sposobów przywrócenia praw własności. Deklaracja polityczna nie może zastąpić indywidualnej decyzji administracyjnej i wywołać skutków prawnych, które podważają prawa pretendentów. W związku z tym skierowanie sprawy do sądu staje się nie tylko uzasadnione, ale i konieczne dla zapewnienia przestrzegania zasad państwa prawa.
W opublikowanym na portalu Delfi artykule mer Wilna Valdas Benkunskas twierdzi, że obecna kadencja jest rzekomo pierwszą, w której konserwatyści aktywnie kształtują politykę gruntową i pojawiła się realna szansa na zakończenie trwającego prawie 30 lat procesu. Praktyka polityczna pokazuje jednak coś zupełnie innego. Konserwatyści sprawowali urząd mera Wilna przez około 11 lat, a przez ponad połowę okresu niepodległości uczestniczyli w koalicjach rządzących. Mimo to, właśnie w tych okresach restytucja praktycznie się nie odbywała – procesy były wstrzymywane lub opóźniane. Dlatego też rozmowy o „ pojawiającej się po raz pierwszy możliwości” nieuchronnie rodzą pytania o polityczną odpowiedzialność za długotrwałą bezczynność.
Mer publicznie oświadczył również, że podjął „istotne decyzje” – o nieformowaniu nowych działek i wykreśleniu z funduszu gruntów podlegających zwrotowi działek położonych w prestiżowych lokalizacjach miasta, uznając je za niezbędne dla interesu publicznego. Jednak ten interes publiczny nie jest ani zdefiniowany, ani uzasadniony. Nie podano, jaki konkretny projekt zostanie zrealizowany, kiedy i w jaki sposób. Argumentacja taka jest niezgodna z praktyką sądową, zgodnie z którą interes publiczny nie może być deklarowany w sposób abstrakcyjny – powinien być uzasadniony obiektywnymi i konkretnymi danymi. Same zapisy planu ogólnego, formalne przeznaczenie czy przypuszczenia dotyczące możliwego wykorzystania w przyszłości nie stanowią wystarczającej podstawy do odmowy zwrotu gruntów.
Oprócz tego, użycie terminu „prestiżowe lokalizacje w Wilnie” wskazuje na zastosowanie kryterium niezgodnego z prawem. Wartość ekonomiczna czy atrakcyjność lokalizacji nie stanowią ani interesu publicznego, ani uzasadnionej podstawy do ograniczenia przywrócenia praw własności. Takie podejście stwarza przesłanki do selektywnego i dyskryminacyjnego podejmowania decyzji oraz pozwala wnioskować, że celem nie są potrzeby społeczne, lecz interes majątkowy samorządu. Jest to sprzeczne z zapisanymi w Konstytucji zasadami ochrony własności i państwa prawa.
Osoba, która wybrała przewidziany ustawowo sposób restytucji – otrzymanie działki pod indywidualną zabudowę – powinna mieć realną możliwość wyboru konkretnej działki. Sztuczne ograniczanie liczby działek sprawia, że prawo to staje się iluzoryczne i niezgodne z celami reformy gruntowej. W takim przypadku państwo nie przywraca praw własności, a utrudnia faktycznie ich realizację poprzez nieuzasadnionie i nieproporcjonalnie ograniczanie możliwości osób.
W konserwatywnej tradycji politycznej własność prywatna jest uważana za podstawę wolności, odpowiedzialności i niezależności jednostki, a zatem – za część interesu publicznego, a nie przeszkodę dla niego. Dlatego obecna praktyka stołecznego samorządu, kiedy to restytucja faktycznie kończy się „na papierze”, bez rzeczywistego zwrotu ziemi, budzi poważne wątpliwości co do spójności deklarowanych wartości.
Jest to szczególnie widoczne w wypowiedziach mera na temat ewentualnej sprzedaży gruntów państwowych. W wywiadzie dla agencji BNS z 4 lutego 2025 r. powiedział on, że w Wilnie jest około 140 hektarów sformowanej do zwrotu, ale niewykorzystanej ziemi, a dodatkowo można by sformować kolejne około 100 hektarów, które mogłyby przynieść do 250 mln euro dochodu. Jednocześnie pretendentom za hektar nieodzyskanej ziemi proponuje się rekompensatę w wysokości do 3 000 euro, czyli tysiąc razy mniejszą niż wynosi rzeczywista wartość rynkowa. Dla samorządu jest to niezwykle dochodowy „biznes”, ewidentnie jednak niesprawiedliwy wobec byłych właścicieli.
Panie Merze, to, czym się Pan chwali, nie jest „konserwatywne”. Zbliżone jest raczej do neobolszewizmu. Bolszewicy „słuszny” ustrój społeczeństwa socjalistycznego nie uzgadniały z interesem publicznym, lecz go z nim utożsamiły. Interes publiczny był rozumiany jako cel ideologiczny, który określiła partia, a nie jako pogodzenie rzeczywistych interesów społeczeństwa. Prawa indywidualne i własność prywatna uważane były za przeszkodę dla tego interesu i mogły być ograniczane bez konkretnego uzasadnienia w imię rzekomego dobra wspólnego.
Oceniając niektóre inne działania konserwatystów, historyk A. Kasparavičius zauważył, że ich przedstawiciele zachowują się jak „komsomolcy” i „kołchoźnicy”. Moim zdaniem takie określenie doskonale pasuje do działań mera Benkunskasa w procesie restytucji.
Obecnie dla pretendentów sądy pozostają faktycznie ostatnią instancją, od której będzie zależało zakończenie procesu zwrotu ziemi i ocena prawna decyzji politycznych. Jeżeli sporne zarządzenia zostaną uznane za niezgodne z prawem, oznaczałoby to, że zostały podjęte z naruszeniem norm prawnych i zasad konstytucyjnych. Taki wniosek nieuchronnie rodziłby pytanie nie tylko o odpowiedzialność polityczną, ale też prawną, w tym – o ocenę dotrzymywania przysięgi.
Wilno, 20 stycznia 2025 r.
Jarosław Kamiński,
radny Samorządu m Wilna,
lider opozycji





